Przeskocz do treści

Wykład „Terra sigillata – techniki produkcji i rozpowszechnienie w świecie barbarzyńskim”

Grudzień 19, 2015

17 grudnia 2015 r. odbył się wykład dra Andrzeja Przychodniego (Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Kielcach) pt. „Terra sigillata – techniki produkcji i rozpowszechnienie w świecie barbarzyńskim”, współorganizowany przez KNSA UR i Zakład Archeologii Środkowoeuropejskiego Barbaricum IA UR. Na wykładzie słuchacze zostali zapoznani z datowaniem, rozprzestrzenieniem i drogami napływu naczyń typu terra sigillata na tereny  kultury przeworskiej i wielbarskiej, metodyką badań nad nimi, tajnikami produkcji, a także sposobami prezentowania terra sigillata na wystawach muzealnych. Gwoździem programu była jednak dyskusja i możliwość obejrzenia rekonstrukcji form, stempli oraz gotowych terra sigillata wykonanych przez Prelegenta. Dziękujemy wszystkim za liczne przybycie i zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć.

ES
Zdjęcia: Klaudia Karpińska

Reklamy

Zaproszenie na wykład „Terra sigillata – techniki produkcji i rozpowszechnienie w świecie barbarzyńskim”

Grudzień 9, 2015
Instytut Archeologii UR – Zakład Archeologii Środkowoeuropejskiego Barbaricum oraz Koło Naukowe Studentów Archeologii UR serdecznie zapraszają na wykład dr. Andrzeja Przychodniego (Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Kielcach) pt. „Terra sigillata – techniki produkcji i rozpowszechnienie w świecie barbarzyńskim”. Wykład odbędzie się 17.12. 2015 r. o godz. 13:00 w Instytucie Archeologii UR.
Będzie mowa między innymi o tym:
– co to jest terra sigillata, gdzie się ją znajduje i na jaki okres jest datowana,
– gdzie i w jaki sposób ją produkowano,
– jakie wnioski można wyciągnąć z badań nad rozmieszczeniem znalezisk terra sigillaty w świecie barbarzyńskim.
Serdecznie zapraszamy!

Wetlina 2015

Listopad 4, 2015

Sezon wykopaliskowy dobiega końca, ale my cofnijmy się do lipca… Wtedy to maleńka grupka studentek z Instytutu Archeologii UR wybrała się na podbój Bieszczadów. Cel stanowiło odkrycie nowych stanowisk archeologicznych na niezbadanych terenach i pobranie próbek. Inicjatorem całej wyprawy był prof. Andrzej Pelisiak.

Zatrzymaliśmy się we wspaniałej Wetlinie. Następne dwa tygodnie spędziliśmy w pensjonacie Roh. Niemalże codziennie o świcie wyruszaliśmy w drogę. Kierował nami wspaniale zorientowany w terenie Pan Zbyszek wraz z prof. Pelisiakiem. Pogoda dopisywała, czasami aż za bardzo. W pełnym stroju, przystosowanym do chodzenia po trudnym terenie, przedzieraliśmy się ścieżkami, które musieliśmy sami wytyczyć. Czterdziestostopniowe upały zmuszały nas do częstego uzupełniania utraconej wody. Nota bene musieliśmy ją nosić w wypchanych po brzegi plecakach. Być może brzmi to drastycznie, ale po kilku dniach przyzwyczaiłyśmy się do wysiłku, który nie jest porównywalny z pracą w wykopie.

Po kilku dniach skakałyśmy po górach jak kozice. Wypracowałyśmy kondycję nie z tego świata – do tego stopnia, że postanowiłyśmy pobiec w biegu maratońskim Rzeźnik Ultra J.

Wyprawy w teren w celach poszukiwawczych były przeplatane solidnym wypoczynkiem. Od czasu do czasu w bieszczadzkim klimacie urządzaliśmy ogniska, przy których śpiewaliśmy utwory takich wykonawców jak Don McLean czy standardowo – Dżem, oraz wiele innych.

Dłuższe przebywanie w Wetlinie sprawiło nam mnóstwo radości. Niemalże codziennie odwiedzał nas jeleń Stefan, który podchodził pod nasze okno. Widziałyśmy dziesiątki lisów i ślady wilków. Dla czytających i oglądających pozostawiamy garstkę zdjęć. Mamy nadzieję, że tym samym zachęciłyśmy do odwiedzenia Bieszczadów. Odkrycia, póki co, pozostawimy owiane nutką tajemnicy…

Z tego miejsca chcemy również serdecznie podziękować prof. Pelisiakowi za tę wspaniałą przygodę oraz moc niezapomnianych, archeologicznych wrażeń. Pani Małgosi za wspaniałą atmosferę i długie rozmowy o kinematografii. Panu Zbyszkowi za pomoc i nieustanne prowadzenie do celu. Pani Teresie za wspaniałe i pyszne obiady. Był to dla nas niezapomniany czas. DZIĘKUJEMY!

Tekst i zdjęcia: Zuza Opielowska
Redakcja: ES

Studentki z Rzeszowa i klątwa Markomanów– czyli o tym, jak odkrywano grób „książęcy” w Nezabylicach

Październik 28, 2015

Trzeci sezon wykopalisk w Nezabylicach w sierpniu 2014 roku zaczął się bardzo planowo. Odkryto dobrze zachowany grób popielnicowy ze srebrną zapinką, nożykiem z brązu oraz dwoma tajemniczymi żelaznymi przedmiotami, a także zidentyfikowano kolejne trzy zniszczone pochówki. Jedynym zakłóceniem badań było nagłe załamanie pogody w drugiej połowie miesiąca.

– W zasadzie kończymy – powiedziała dr Agnieszka Půlpánová-Reszczyńska któregoś chłodnego, deszczowego poranka. – Co prawda w tym wykopie pozostało do sprawdzenia jeszcze parę zaciemnień, ale wydaje mi się, że są to po prostu przegłębienia współczesnej orki. Dziewczyny, może zajmiecie się dzisiaj tymi kamieniami? Trzeba je oczyścić, zadokumentować i zdjąć. Jak skończycie, pomożecie nam przy tych zagłębieniach.

Trzy studentki-wolontariuszki odbywające praktykę na stanowisku posłusznie podreptały we wskazane miejsce. Bez zbędnej zwłoki zabrały się do pracy, głęboko przekonane, że zdążą skończyć do obiadu. Jak można łatwo wywnioskować – nie udało im się.

Cmentarzysko w Nezabylicach bez wątpienia można nazwać nekropolą elitarną. Położone w północno – zachodnich Czechach, na krawędzi wyniesienia, musiało górować nad osiedlami rozsianymi w dolinach rzek na przedpolu Rudaw. W początkach naszej ery tereny te były zamieszkiwane przez germańskie plemię Markomanów. Malownicze wzgórze z wspaniałym widokiem na góry wybrano prawdopodobnie na miejsce spoczynku przedstawicieli ówczesnych elit. Zmarłych traktowano zgodnie z germańskim obyczajem pogrzebowym – po spaleniu ciała na stosie, kości zbierano do urn, które z kolei umieszczano w ziemi. Podczas każdego sezonu badań w Nezabylicach odkrywane są kolejne pochówki w bogato zdobionych czernionych naczyniach. Zmarłych wyposażano w części stroju, ozdoby czy inne przedmioty codziennego użytku. Szczególnie charakterystyczne są groby wojowników grzebanych razem z tarczami, ostrogami oraz (rytualnie niszczonymi) mieczami i grotami włóczni. Badania archeologiczne na cmentarzysku nie są łatwe – wiele grobów zostało prawie doszczętnie zniesionych przez głęboką orkę. W dodatku, ze względu na właściwości gleby, jamy grobowe i inne obiekty są bardzo trudno uchwytne (często w ogóle ich nie widać). Nie ma jednak takich niedogodności, z którymi sobie by nie poradzili studenci archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego we współpracy z pracownikami ÚAPPSZČ Most. Wspólne badania w Nezabylicach pod kierownictwem dr Agnieszki Půlpánovej-Reszczyńskiej trwają już od 2012 roku. O odkrywaniu grobów Markomanów w pierwszych dwóch latach wykopalisk można już było przeczytać na tym blogu (link). W przeciwieństwie do nich ostatnie dwa sezony minęły głównie na odkrywaniu – kamieni.

Kamienie pojawiły się pod łyżką koparki podczas otwierania wykopu sondażowego. Nie było ich zbyt wiele, i chociaż wszystkie znajdowały się w jednym rejonie, nie układały się w żaden szczególny kształt. W kontekście całości prac na cmentarzysku to dość luźne skupisko było jednak co najmniej podejrzane. Żaden z archeologów nie przypominał sobie, żeby w którymś z dawniej badanych wykopów natrafiono na choć jeden głaz, a już na pewno nie takiej wielkości. Koniecznie trzeba było to sprawdzić.

Po zdjęciu wierzchnich kamieni, pod nimi ukazały się kolejne. Pod kolejnymi – następne. Im głębiej, tym tworzona przez nie warstwa była coraz bardziej zbita, a same głazy – coraz większe. Wkrótce zaczęły być widoczne równoległe do siebie granice obiektu. Stało się jasne, że wykop sondażowy przeciął w poprzek wąską jamę w całości wypełnioną kamieniami. Tylko czemu ona służyła?

Wraz z kolejnymi warstwami kamieni początkowe zaciekawienie ustępowało miejsca desperacji i kolejnym teoriom spiskowym. W końcu – na dwa dni przed terminem zakończenia prac i na głębokości ponad 1 m – rozległ się triumfalny okrzyk:

– Jest!

Były to kości podudzia i stopy. Zmarły od kolan w górę spoczywał pod resztą kamiennego zasypiska.

Oczywiste stało się, że w sezonie 2014 zostało za mało czasu do eksploracji całego grobu. Z bólem serca dr Půlpánová-Reszczyńska podjęła decyzję:

– Zasypujemy wykop i wracamy za rok.

Na początku sierpnia 2015 roku na stanowisku w Nezabylicach zameldowała się czesko-polska ekipa wyposażona w odpowiednie siły i środki do walki z drugą częścią kamiennego wypełniska jamy grobowej. Nikt jednak nie był przygotowany na to, że to wypełnisko nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.

Precyzyjna eksploracja i dokumentacja głazów spoczywających w glebie tak samo twardej, jak one, bez wątpienia nie należy ani do zadań łatwych, ani przyjemnych. Podobne problemy miały wszystkie ekspedycje archeologiczne tego wyjątkowo upalnego i suchego lata. Nie każdy jednak musiał mierzyć się z groźbą ewakuacji po dwóch wybuchach i pożarze w pobliskiej fabryce Chemopetrolu (należącej zresztą do polskiego Orlenu). Po zażegnaniu niebezpieczeństwa, niespodziewanie pogoda postanowiła spełnić największe marzenie uczestników wykopalisk. Po raz pierwszy od początku roku w północno – zachodnich Czechach spadł deszcz. Katastrofalne ulewy spowodowały lokalne podtopienia, a na stanowisku na parę dni uniemożliwiły kontynuowanie badań. Tym większa była satysfakcja archeologów, kiedy po trzech tygodniach, kilkuset kilogramach kamieni oraz kilkunastu godzinach spędzonych na precyzyjnym odsłanianiu i czyszczenia bardzo słabo zachowanego szkieletu – ich oczom ukazał się pochówek w całej okazałości.

Zmarły był wysokim młodym mężczyzną – mierzył ponad 1,80 m wzrostu. Jak na Germanina przystało, ubrany był w koszulę, spodnie przepasane skórzanym pasem ze zdobioną sprzączką z brązu i owinięty długim płaszczem, spiętym na ramieniu brązową zapinką. Przed przysypaniem metrową warstwą kamieni ciało złożono w drewnianej trumnie, być może wykonanej z wydrążonego pnia drzewa. Obok głowy zmarłego spoczywały dwa naczynia – gliniane oraz brązowe. Zwraca uwagę szczególnie to drugie – rondelek z uchwytem dekorowanym motywem łabędzich głów i tzw. tyrsem, czyli laską Dionizosa. Takie naczynia produkowano w warsztatach na terenie Cesarstwa Rzymskiego. Rondelek z Nezabylic musiał się więc dostać na tereny zamieszkiwane przez Germanów w wyniku kontaktów handlowych. Nie ulega wątpliwości, że stanowił dobro luksusowe, na które stać było tylko przedstawicieli elit – „książąt” plemiennych.

Czy rzeczywiście mężczyzna pochowany w Nezabylicach mógł należeć do najwyższej warstwy społecznej Markomanów?

Przy analizie grobu trzeba brać pod uwagę różne możliwości interpretacyjne. Na terenie Barbaricum tzw. groby „książęce” są odkrywane bardzo rzadko. Często cechuje je specyficzny obrządek pogrzebowy – rezygnacja z kremacji na rzecz pochówku szkieletowego, chociaż zdarzają się także pochówki ciałopalne. Do grobów wkładano bogate wyposażenie, w skład którego z reguły wchodziły przedmioty prestiżowe. Zwraca uwagę brak broni, stanowiący wyraźny kontrast do stosunkowo częstego jej występowania w grobach ciałopalnych. Groby szkieletowe na obszarach, gdzie powszechną praktyką była kremacja, są zjawiskiem bardzo złożonym. W literaturze takie pochówki są także wiązane z tzw. „obcymi” – osobami pochodzącymi z innych obszarów zamieszkiwanych przez ludność barbarzyńską lub z posłańcami czy handlarzami, których zwyczaj nakazywał pochować w inny sposób, niż „prawowitych” członków wspólnoty. Przy próbie interpretacji odkrycia podstawowe znaczenie ma więc odpowiedź na pytanie, czy grób wyposażony w zaledwie trzy brązowe przedmioty można uznać za bogaty i elitarny? Wydaje się, że niekoniecznie.

Niekoniecznie złożono w nim zaledwie trzy przedmioty. Podczas eksploracji drugiej części zasypiska archeologów uderzyła różnica pomiędzy tym, co mają przed sobą, a częścią badaną w 2014 roku. W okolicy nóg kamienie były ułożone luźno i niedbale, chociaż czasami wydawały się tworzyć dziwny owalny zarys wydzielający się w obrębie jamy grobowej. W bogatych grobach właśnie w tym miejscu umieszczano kolejne brązowe naczynia. Wszystko wskazuje więc na to, że natrafiono na ślad wkopu rabunkowego, a zmarły z Nezabylic padł ofiarą złodziei prawdopodobnie niezbyt długo po pogrzebie.

Jakby go nie określać – grób „książęcy” czy tzw. „obcego” – stanowi niewątpliwie odkrycie wyjątkowe. Zwraca uwagę zaskakujący kontekst znaleziska. Tuż obok granicy jamy grobowej znajdowały się – a jakże – ogromne kamienne płyty. Po ich zdjęciu oczom archeologów ukazało się dokładnie ostatnia rzecz, jakiej można by się było tam spodziewać – pochówek z epoki brązu. Chociaż do czasów obecnych nie zachował się nawet ślad po przykrywającym go kurhanie, można przypuszczać, że w okresie rzymskim był on jeszcze widoczny. Grób przedstawiciela elit Markomanów wkopano więc w nasyp ziemny usypany dwa tysiące lat wcześniej. Jest to niezwykły przykład ponownego wykorzystania dawno opuszczonego cmentarzyska i kontynuowania w nim tradycji grzebalnej.

Grób z Nezabylic dobrze wpisuje się w horyzont bogatych grobów Markomanów datowanych na połowę I wieku n. e., a więc tuż po upadku państwa Marboda – pierwszej organizacji politycznej powstałej na obszarze Barbaricum. Germanów łączyły wtedy z Cesarstwem Rzymskim nie tylko konflikty zbrojne, ale długotrwałe kontakty handlowe, których świadectwem jest między innymi napływ importów (na przykład brązowych rondelków).

DSC_8424

Pochówek naszego „księcia” stanowi najbardziej spektakularne odkrycie na nekropoli w Nezabylicach. Jest jednak bardzo możliwe, że nie będzie długo dzierżył tego zaszczytnego miana. Jak wynika z przeprowadzonych badania geofizycznych, w pobliżu mogą się jeszcze kryć kolejne groby tego typu. W dodatku podczas eksploracji w bezpośredniej okolicy grobu zidentyfikowano dwa bardzo zagadkowe obiekty. Nezabylice kryją jeszcze wiele tajemnic!

Tekst: ES

Redakcja: Kasia Skowron, Agnieszka Půlpánová-Reszczyńska

Zdjęcia: Klaudia Karpińska

Kasia, Klaudia i Ela przesyłają szczególne podziękowania dla Agnieszki Půlpánovej-Reszczyńskiej oraz Marka Půlpána za umożliwienie spełnienia się czeskiej przygody (i to dwa sezony z rzędu!)

Lubotyń 2015!

Październik 5, 2015

Na początku sierpnia 2015 roku studenci pierwszego roku archeologii UR – Ola, Wiktoria, Weronika, Marcin, Radek, Patryk wyruszyli do Dzierżysławia na praktyki wykopaliskowe. Opiekunami ekspedycji byli prof. Marta Połtowicz-Bobak i mgr Dariusz Bobak. W praktykach brali udział również doktoranci – Łukasz i Filip oraz studenci starszych roczników archeologii – Kuba, Patrycja i Karolina.

Podróż na Śląsk przebiegała bez przeszkód. Część uczestników udała się na miejsce samochodami, część korzystała z połączeń międzymiastowych (autobusy, pociągi). Po przyjeździe do Dzierżysławia skierowaliśmy się do szkoły, która była naszą bazą noclegową. Studenci pierwszego roku nocowali na sali gimnastycznej, natomiast pozostali w szkolnych salach. Już w dniu przyjazdu zapoznaliśmy się z najbliższą okolicą.

Wykopaliska w Lubotyniu są prowadzone od 2006 roku – był to więc dziesiąty sezon prac. W tym roku kontynuowaliśmy eksplorację wykopów z lat 2013 i 2014.

Pierwszy dzień pracy na wykopie rozpoczął się pobudką o 6 rano. Po przyjeździe na stanowisko, Pan Darek używając specjalistycznego sprzętu namierzył granice wykopu. Następnie przystąpiliśmy do prac wykopaliskowych:  oczyściliśmy teren z pozostałości po zbożu i rozpoczęliśmy ściąganie części warstwy humusu. Twarda ziemia nie sprzyjała naszej pracy i konieczna była pomoc ciężkiego sprzętu – koparki. Wykończeni upałami podjęliśmy decyzję o przestawieniu budzików na 4 rano 🙂

Pomimo wczesnej pory, wszyscy pełni zapału do pracy przystępowaliśmy do wykonywania kolejnych czynności na wykopie. Każdy z nas prowadził inwentarz zabytków znajdowanych na stanowisku, jak również obsługiwał total station, czyli przyrząd służący do namierzania zabytków, węgielków oraz pobranych prób. Codziennie z upragnieniem wyglądaliśmy przygotowującego przepyszne kanapki „dyżurnego”, którego przybycie oznaczało przerwę.  Następne dni przebiegały w ponad trzydziestostopniowych upałach, przez co wszyscy byliśmy wykończeni  i  z niecierpliwością wyczekiwaliśmy sakramentalnych słów: „Proszę wybrać luźną ziemię”  :).

Naszym marzeniem było znalezienie kości neandertalczyka! Największą atrakcją tegorocznych wykopalisk okazała się jednak eksploracja pozostałości ogniska, które gruntownie przebadano i zadokumentowano (pobrano liczne próby węgielków i sedymentu oraz wykonywano kilkadziesiąt zdjęć fotogrametrycznych). Oprócz tego, w części wykopu z 2013 roku kontynuowano eksplorację obiektu. Wewnątrz niego odkryto nagromadzenie kamieni, w obrębie których występowały czarne, rozmyte palmy wraz z licznymi węgielkami i krzemiennymi zabytkami (przede wszystkim odłupkami, okruchami i łuskami).

W pierwszy weekend, cześć z nas udała się do pobliskiego miasta w Czechach – Opawy, gdzie zwiedziliśmy najważniejsze punkty w  mieście i zobaczyliśmy słynnego „mrówkojada”. Największą atrakcją był „plac ćwiczeń”, na którym każdy sprawdził swoje umiejętności ruchowe. Byliśmy zachwyceni czystością i klimatem miasta.

Obiady przygotowywała niezawodna i niezastąpiona w kuchni pani Krysia. Najlepszymi daniami okazały się racuchy z sosem truskawkowym, devolay ze szpinakiem i zupa gulaszowa. Popołudnia spędzaliśmy w szkole na grach i zabawach, które umożliwiły integrację uczestników wykopalisk.

W drugim tygodniu praktyk nasze stanowisko odwiedził konserwator zabytków z Opola – Grzegorz Molenda, zaś w trzecim „plejada” najznakomitszych polskich archeologów – prof. Bolesław Ginter, prof. Paweł Valde-Nowak, prof. Andrzej Wiśniewski i prof. Jan Michał Burdukiewicz oraz geolog z Uniwersytetu Wrocławskiego – prof. Zdzisław Jary. Mieliśmy również okazję na „chwilę sławy”, ponieważ w na stronie gminy Kietrz pojawił się artykuł o naszych wykopaliskach w Lubotyniu 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szczególne podziękowania dla pani prof. Marty Połtowicz-Bobak i pana mgr Dariusza Bobaka za cenne wskazówki i możliwość zdobycia nowych doświadczeń oraz niezapomniane chwile spędzone na wykopaliskach. Mamy nadzieję, że kolejne sezony wykopalisk w tym miejscu będą równie owocne i udane jak tegoroczny.

Tekst: Ola Habrat, współpraca: Wiktoria Rzepka
Zdjęcia: Ola Habrat
Redakcja: ES

Serdecznie dziękuję pani prof. Marcie Połtowicz-Bobak za możliwość konsultacji podczas przygotowywania artykułu.

VI Dzień Odkrywców!

Czerwiec 18, 2015

13 czerwca 2015 w parku obok Zamku Lubomirskich odbył się 6. Dzień Odkrywców – Interaktywny Piknik Wiedzy. Jak co roku, stoisko KNSA UR odwiedziło wielu spragnionych wiedzy Rzeszowian w każdym wieku (i to nie tylko dlatego, że nasz namiot stał jako pierwszy od ulicy 3 Maja). Największą atrakcją okazało się bez wątpienia stanowisko lepienia z gliny. Można tam było wykonać nie tylko naczynia, ale i plakietki czy figurki (dinozaurów też!), używając technik stosowanych przed upowszechnieniem się koła garncarskiego. Wewnątrz namiotu na dzieci czekały (świeżo odebrane z drukarni) puzzle edukacyjne oraz niewielka ekspozycja, ukazująca różnorodność źródeł znajdowanych przez archeologów podczas badań. Składały się na nią repliki m. in.: ozdób z brązu (każdy chciał przymierzyć naramiennik), umba („Kapelusz dla kota” – najlepsza odpowiedź na pytanie „Jak myślisz, co to jest?”), naczynia typu terra sigillata, figurki ptaka oraz talerza kultury łużyckiej. Dodatkową atrakcją była możliwość wypróbowania, czy narzędzia wykonane z krzemienia naprawdę nadają się do cięcia i krojenia (testy wyszły pozytywnie). Najmłodszych odkrywców tradycyjnie przyciągała piaskownica, w której rozgrywała się zabawa w mini-wykopaliska.

Mamy nadzieję, że każdy z gości na naszym stoisku znalazł coś dla siebie. Uczestnictwo w 6. Dniu Odkrywców było dla nas wielką przyjemnością i zaszczytem. Nie możemy doczekać się kolejnego Pikniku za rok!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tekst: ES
Zdjęcia: Ola Habrat

Warsztaty z Robertem Pustelakiem i grupą rekonstrukcyjną Vicus Ultimus

Czerwiec 10, 2015

5 czerwca 2015 r. w ogrodzie Instytutu Archeologii UR odbyły się warsztaty zorganizowane w ramach projektu „Wytwarzanie replik zabytków archeologicznych metodami eksperymentalnymi”. „Mistrzami ceremonii” byli Robert i Przemek Pustelakowie wraz z grupą Vicus Ultimus, odtwarzającą realia późnej starożytności. Oprócz uczestników projektu z ramienia KNSA UR, w warsztatach wzięli udział także przedstawiciele zaprzyjaźnionych grup rekonstrukcyjnych Terra Ferrata oraz Zakonu Rycerzy Boju Dnia Ostatniego.  Nie obeszło się także bez wizyt pracowników IA UR.

Na stoiskach przygotowanych przez grupę Vicus Ultimus mogliśmy obejrzeć repliki broni, ozdób oraz przedmiotów codziennego użytku ze schyłku okresu rzymskiego i czasu wędrówek ludów. Dodatkową atrakcją warsztatów były stoiska rzemieślników, na których podglądaliśmy, jak wyglądało szycie butów, wykonywanie krajek oraz produkcja broni i biżuterii. Co więcej, sami mieliśmy okazję spróbować swoich sił w praktykowaniu tych rzemiosł. Każdy z nas chciał wykonać sobie pierścień z brązu i ozdobić go metodą puncowania. Na stoisku jubilera zapoznaliśmy się także z innymi technikami dekorowania i wytwarzania biżuterii. Przez cały czas trwania warsztatów przy palenisku trwała akcja wykuwania umba, która niestety nie zakończyła się sukcesem. Przekonaliśmy się jednak na własnej skórze, jak trudna jest praca kowala i jak dużej precyzji wymaga. Większość z nas przeszła także szkolenie z prawidłowej obsługi miecha kowalskiego. Zderzenie naszych wyobrażeń z rzeczywistym obiektem wykonanym na podstawie znaleziska dało nam pretekst do niekończących się dyskusji. Na długo zapamiętamy rozmowy o metodach wytwarzania przedmiotów, połączone z praktycznymi wskazówkami na temat ich użytkowania, podczas których mogliśmy rozwiać swoje wątpliwości na temat wszystkich nurtujących nas kwestii. Warsztaty umożliwiły spotkanie dwóch perspektyw: archeologa i rekonstruktora i wydaje się, że obie strony na tym zyskały.

Na zakończenie warsztatów nastąpiło uroczyste przekazanie Robertowi Pustelakowi i grupie Vicus Ultimus tytułu „Przyjaciela Instytutu Archeologii UR” oraz publikacji ofiarowanych przez Fundację Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego. Liczymy na dalszą współpracę i mamy nadzieję, że książki się przydadzą.

Po warsztatach zostały nam to nie tylko wspomnienia i sporo nabytej wiedzy – ale także repliki zabytków archeologicznych wykonane na nasze zamówienie przez Roberta Pustelaka. Tak dumnie prezentują się: naramiennik typu Dratów (epoka brązu), szpila z łabędziowatą główką, zausznica gwoździowata, kolczyk typu Kłyżów, skręt typu Trzęsówka (wczesna epoka żelaza – okres halsztacki) oraz zapinka oczkowata (okres wpływów rzymskich). Więcej informacji o nich znajdzie się na blogu po wakacjach.

ES
Zdjęcia: Kasia Skowron, Zuzanna Opielowska

Gunthera miejsce w sieci

Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca, a nadmierne rozmyślanie męczy ciało (Koh 12,12)

Spotkania Nordystyczne

Spotkania Nordystyczne